Farma fotowoltaiczna a podatek od nieruchomości – koniec automatyzmu?

Farma fotowoltaiczna = cały grunt opodatkowany najwyższą stawką? Organy podatkowe bardzo by chciały, ale rzeczywistość zaczyna to weryfikować. W jednej z najnowszych spraw Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Zielonej Górze wyraźnie pokazało, że nie wystarczy ogrodzić działkę, postawić panele i uznać, że „wszystko jest działalnością gospodarczą” .

Spór był klasyczny: organ twierdził, że całość gruntu (ok. 1,7 ha) jest zajęta pod produkcję energii i powinna być opodatkowana w całości, podatnik – że opodatkowana powinna być tylko realnie zajęta część, bo reszta nadal może pełnić funkcje rolnicze.

Organ I instancji wprost przyjął szerokie rozumienie „zajęcia”, wskazując m.in., że:

„przestrzeń pomiędzy stołami z panelami służy efektywnemu wykorzystywaniu paneli (…) oraz jest elementem realizacji wymogów technicznych”

a także, że:

„grunty (…) pomiędzy panelami a ogrodzeniem (…) należy również traktować jako ‘zajęte’ na prowadzenie działalności gospodarczej”

To jest dokładnie ta linia argumentacyjna, którą w ostatnich latach organy próbują utrwalić – maksymalnie szeroka, funkcjonalna wykładnia „zajęcia”, obejmująca nie tylko elementy infrastruktury, ale cały „obszar technicznie niezbędny”.

Problem polega na tym, że taka wykładnia bardzo łatwo prowadzi do zatarcia granicy między pojęciami „związania” i „zajęcia” gruntu. A to rozróżnienie – w świetle art. 2 ust. 2 u.p.o.l. – ma fundamentalne znaczenie dla opodatkowania gruntów rolnych.

I właśnie tutaj wkracza SKO – może nie wprost polemizując z każdym zdaniem organu, ale poprzez uchylenie decyzji wysyłając bardzo czytelny sygnał: nie wystarczy powołać się na funkcjonalność instalacji i ogrodzenie terenu.

Z perspektywy praktyka kluczowe są trzy elementy:

Po pierwsze – „zajęcie” musi mieć wymiar faktyczny, a nie tylko funkcjonalny. To, że dana przestrzeń jest „potrzebna” dla działania instalacji, nie oznacza automatycznie, że jest zajęta w sensie podatkowym. W przeciwnym razie każda infrastruktura techniczna „rozlewałaby” opodatkowanie na cały obszar inwestycji.

Po drugie – konieczne jest precyzyjne ustalenie zakresu zajęcia, a nie operowanie założeniem, że skoro inwestycja obejmuje całą działkę, to cała działka jest zajęta. SKO wyraźnie zakwestionowało brak takich ustaleń.

Po trzecie – nie można ignorować alternatywnego wykorzystania gruntu, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z gruntami rolnymi. Sam organ przyznaje, że możliwe są inne aktywności (np. utrzymanie powierzchni biologicznie czynnej), ale jednocześnie automatycznie je deprecjonuje – co z punktu widzenia standardów dowodowych jest wątpliwe.

W efekcie decyzja SKO wpisuje się w coraz wyraźniejszy trend: odchodzenie od „automatycznego” opodatkowania całych farm fotowoltaicznych i powrót do analizy konkretnego stanu faktycznego.

Wniosek praktyczny?
Jeżeli organ chce opodatkować całość gruntu jako „zajętą”, musi to wykazać – metr po metrze, funkcja po funkcji. A to już nie jest prosta operacja fiskalna, tylko pełnoprawne postępowanie dowodowe.

I właśnie dlatego tego typu sprawy będą coraz częściej kończyć się uchyleniami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *